Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od kuchni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

pieczone pomidory


sezon pomidorowy w pełni, a to danie jest proste, szybkie i pyszne. samo w sobie, albo jako dodatek.
pieczone pomidory.


składniki:
6 pomidorów równej wielkości
ok. szklanki ryżu arborio (do risotto)
łyżka masła
łyżka oliwy
1-2 cebulki dymki
świeża bazylia i koperek
suszone oregano, słodka papryka i chilli
sól
vegeta bez glutaminianu
woda
grecki lub bałkański jogurt naturalny


pomidorom odciąć "czapeczki" od strony szypułki, delikatnie wydrążyć. usunąć zdrewniałą część resztę posiekać.
wydrążone pomidorki posolić lekko w środku i ułożyć w żaroodpornym naczyniu nasmarowanym oliwą.
na patelni rozgrzać masło, wrzucić posiekaną dymkę i suchy (nie płukany!) ryż. smażyć mieszając aż ryż się zrumieni.
dodać posiekany miąższ pomidorów i przyprawy. gdy płyn odparuje dolać wodę.
dusić mieszając i dolewając wody. ryż powinien zostać lekko al dente.


wydrążone pomidory wypełnić nadzieniem, przykryć "czapeczkami" i zapiekać w 200 stopniach przez 10 - 15 minut.



podawać gorące.
genialnie smakują z gęstym greckim jogurtem.



smacznego!




sobota, 9 lipca 2011

projekt jednodniowy

się mi włóczka skończyła. pewnie dowiozą w poniedziałek. witaminka musi więc poczekać. no ale druty rozgrzane, nadgarstki rozruszane, trzeba było czymś oczekiwanie wypełnić.
to wypełniłam.

chciało mi się tych wężyków już dawno, tylko jakoś się nie składało. na wypełniacz i projekt błyskawiczny nadają się idealnie.


wzór: inspirowane 

sev[en]circle  

inspirowane, bo raz przeczytałam jak to jest zrobione i postanowiłam pokombinować po swojemu. chciałam, żeby w miejscu łączenia było węższe i jest.


włóczka: adriafil cheope czerwień nr 27, akurat zostało mi trochę z Mileny
druty: HH 2,75

na ludziu .





a ponieważ w końcu przestało padać i pachnie pełnią lata, letni lekki obiadek proponuję w postaci naleśników z twarożkiem i musem z malin.
smacznego!






środa, 29 czerwca 2011

wyjechali na wakacje...

...jeszcze nie "nasi wszyscy podopieczni", bo na razie tylko Frans, ale i tak matczyne serce w stresie od niedzieli. Choć synowskie chyba nie:)

Photobucket

Frankowski dostał na wszelki wypadek telefon do łapki. Do czego go używa, to nie wiem, ale na pewno nie po to by dać znać, że wszystko w porządku, bądź też nie.

APDEJT:
syn złożył meldunek. jest fajnie. judo, plaża, aquapark, kajaki i kino pod chmurką i pobudka o 6.40 :)

Zżerana przez stres rzuciłam się na szydełko.Chciałam sobie torbę na lato wydłubać. Ale nie wiem co mi na mózg padło, gdy wybierałam włóczkę! Z czeluści czerwonego pudła wyciągnęłam popielatą Medusę. Porażka kompletna, powiedzieć, że jest nienajlepszej jakości to mało, to coś jest beznadziejne!! Nierówne, haczy się, rozwarstwia, zrywa, ma jakieś kłaczki i poprzecinane niteczki. Śmieć jakiś a nie włóczka! W dodatku za cienkie na ten projekt. Zrobiłam 2/3 i stwierdziłam, że rzecz jest tak okropna, że patrzeć na nią nie mogę.

Skorzystał na tym Pomgrenate zwany także ogoniastym. Zostało mi tylko 30 okrążeń rękawa!

na osłodę akcent truskawkowy, bo sezon dobiega nieubłaganie końca...

Photobucket 
deser dietetyczny, truskawki, jogurt bałkański light a całość posłodzona ksylitolem.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

chłodniej

Spadł deszcz i podlał mi badyle na balkonie, znów jest chłodniej i z tlenem. W kontekście nadchodzących wakacji to może nie za bardzo, w kontekście tego, że moje dopiero w drugiej połowie sierpnia, to całkiem przyjemnie.


Dzierganiowo cokolwiek drgnęło, nie żebym zaraz wrzuciła coś nowego na drutki, ale z niebytu, to znaczy z koszyka, wyciągnęłam ogoniastego (czyli pomgrenate) i walczę. Idzie nieźle, wzorem Mao dorzuciłam na bordiurę ażurek. Korpusik gotowy. Wieeeeelki po blokowaniu wyszedł strasznie, będę się nim jak wielkim szalem siedem razy owijać, tylko rękawki machnę:)

Na razie musicie uruchomić wyobraźnię, bo ogony jeszcze nie uwiecznione.

Za to zapraszam na pyszności, pesto zielone raz jeszcze tylko tym razem ciut inaczej podane.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

zielone pesto

Niedzielny obiad z przyjaciółmi, przyjemnie spędzony czas, który pomaga przetrwać kolejny tydzień.

W menu Zielone Pesto.

Łatwe.
Szybkie.
Genialnie pyszne!


zielone pesto:
duża garść natki pietruszki
duża garść liści bazylii
100 g prażonych orzeszków nerkowców
100 g tartego parmezanu
4-5 dużych ząbków czosnku
dobra oliwa z pierwszego tłoczenia.


wszystkie składniki oprócz oliwy wrzucamy do malaksera i chwilę miksujemy, dodajemy oliwę do uzyskania odpowiedniej (miękkiej ale nie płynnej) konsystencji.

Mieszamy z makaronem ugotowanym al dente. U nas było tagliatelle w dwóch kolorach, ale może być penne, albo jakikolwiek ulubiony kształt, byle al dente.
Nalewamy sobie szklaneczkę dobrego wina i pałaszujemy w miłym gronie!

nadaje się do odsmażania!



P.S.: A tak rośnie Rysiek

sobota, 23 kwietnia 2011

okołoświątecznie

No, domowisko mniej więcej posprzątane, aprowizacja zapewniona, ciasta popieczone, spacer ze święconką przy zmiennej pogodzie zaliczony. Mogę siąść na moment i odsapnąć...






Przy okazji.....koszyczek przykryty był śliczną serwetką autorstwa mojej mamy, gdy wracaliśmy zdmuchnął ją wiatr. Zorientowaliśmy się może po minucie, może po dwóch. I co? Ani śladu!!!! Jakaś zmora sobie przywłaszczyła!!!! Po wyjściu z kościoła, no comments....

Przegryźmy może coś na osłodę...


Serniczkowe babeczki

zrodziły się z braku formy odpowiedniej do pomieszczenia sernikowej masy, którą wyprodukowałam w ogromnych ilościach.
składniki:
8 jajek
170 g masła
150 g cukru
1 kg sera sernikowego
budyń waniliowy
rodzynki
szczypta soli

Żółtka z cukrem ucieramy na puszystą masę, dodajemy ser, roztopione i przestudzone masło, solimy. W drugiej misce ubijamy pianę na sztywno, delikatnie łączymy z masą serową, na koniec przesypujemy budyniem, mieszamy i napełniamy formę, a jak nam zostanie pieczemy babeczki:)
Piec w 190 stopniach ok 40 minut


Baba drożdżowa wg przepisu, który już kiedyś podawałam przy okazji bułeczek drożdżowych. To jest ten sam przepis, do ciasta dodałam obrane i posiekane migdały, oraz rodzynki namoczone w brandy, bo rumu nie miałam.


A na koniec moje ulubione, najprostsze ciasto świata, czyli piegus. 100% beztłuszczowe. Zasada jest taka, że miarą jest pełna szklanka, a potrzebujemy:
- szklankę białek/jajek, co mamy
- szklankę mąki
- szklankę drobnego cukru (no dobra, ja daję mniej bo nie lubię za słodko)
- szklankę suchego (koniecznie!!!!) maku
- łyżeczka proszku do pieczenia
- rodzynki w dowolnej ilości

Do zrobienia ciasta wykorzystałam białka, które zostały mi z pieczenia babki drożdżowej. Było ich 8, niepełna szklanka, więc dodałam jeszcze 2 całe jaja.
Najpierw ubiłam pianę, dodałam żółtka i cały czas ubijając cukier, mąkę, proszek do pieczenia i mak.
Sypnęłam obficie rodzynkami.
Piec w keksówce, w 190 stopniach 35 minut mniej więcej.

piątek, 18 marca 2011

witamina C

Mąż ma urodziny. Dzieci zgodnie stwierdziły....że urodziny są nieważne bez TORTU.
Cóż. Jako że czuję się już jako tako, to znaczy antybiol doprowadził mnie do pionu, pozostało zmierzyć się z wyzwaniem. Ponieważ jakoś nie widzę siebie w roli mistrzyni wymyślnego cukrowego dekorowania nie-wiadomo-jakiego ciasta, a kupienie gotowego w cukierni to pójście na łatwiznę, postawiłam na smak. Inspiracji jak zwykle szukałam u mistrzyni słodyczy. 
Miał być koniecznie tort, ale taki, hm, nietortowy. Bez tłustych mas, ciężkiego ciasta. Nie taki, od patrzenia na który się tyje. Lekko miało być. Nie żeby zaraz dietetycznie. Ale lekko. I pysznie. I nie za skomplikowanie.
Padło na witaminę C, czyli mrożony tort bezowo - cytrynowy.
Przepis   jest łatwy, trochę pracochłonny, ale łatwy, no może poza pieczeniem bezy, no ale powiedzmy, że 3 na 4 blaty wyszły zadowalająco.
Słodka beza i obłędnie cytrynowy krem.... cudowne połączenie!
Po pochłonięciu ogromnego kawałka myślę sobie, że pomarańczowy też byłby niezły.

na zdjęciach przygotowany do mrożenia.




niedziela, 13 marca 2011

a miało być tak pięknie....

Sobotę miałam od dawna zaplanowaną. Sobota miała być piękna, miałam ją przegadać z M, a cała zgraja dzieciaków miała biegać za psem i głośno się śmiać. Taaaaa, jakoś tak to było: prawo Murphy'ego oraz inne przyczyny, przez które sprawy idą źle...... O 5 rano Młody przydreptał "mamusiu, koszmar mi się śnił!" Koszmar jak koszmar, ale ta gorączka! Pochorowało mi się dziecię starsze i nici z planów. Napoiłam syropkami i nagotowałam rosołku dla choruta...



A dziś ja też czuję się jakby mnie tramwaj przejechał. Kicham, prycham i wszystko mnie boli... i zamiast pójść z córką na spacer i wiosny poszukać, popijam herbatkę z miodem i cytryną i nie wiem jak się do pionu postawić....

sobota, 5 lutego 2011

pokarm Bogów

Pogoda taka, że tylko wyć, choć wiatr już wyje, tak że z domu nie sposób wyjść. 
Co z tym zrobić? Zjeść coś dobrego! Coś co zadziała na ciało, wygląd, na ducha....
Zjedzmy sobie guacamole!


Przyznam, że pierwsze moje spotkanie z tym daniem było kompletną porażką i na długo zniechęciło mnie do sięgania po awokado. Zamiast harmonijnej w smaku pasty dostałam jasnozieloną maź z kleksem śmietany. Mdłą i nudną.
Nowe światło na ten cud kulinarny rzucili mi dopiero Nigella i Pascal. Od tej pory kocham ten genialny antydepresant miłością czystą.


Do idealnego guacamole potrzebujemy 2-3 dojrzałe awokado, idealne są jędrne i zielone, ale już miękkie. Muszą być miękkie, ale nie mogą być zbyt dojrzałe, bo będą mdłe i bure a nie intensywnie zielone w środku.
Awokado wydrążamy łyżeczką i przekładamy do miseczki. Szybciutko polewamy sokiem z połowy (lub całej, zależy od ilości soku) limonki, żeby nie ściemniało. I rozgniatamy widelcem. Broń Boże nie miksujemy!!! Mają być wyczuwalne kawałeczki miąższu! Dodajemy posiekaną dymkę, czosnek (3-4 ząbki), pomidora (bez skórki i pestek) i absolutnie niezbędną świeżą kolendrę, tak ze 2 garści. Doprawiamy solą, chilli, pieprzem, jak trzeba dodajemy więcej limonkowego soku.



Idealnie byłoby przykryć folią spożywczą i schować w lodówce na godzinę, żeby smaki się przegryzły, ale kto to wytrzyma.
Zajadamy z nacosami, grzankami, lub bez.


Uwielbiam kolendrę, nie tylko w połączeniu z awokado. Zupełnie nie rozumiem, czemu nie można jej kupić na pęczki w każdym zieleniaku, jak pietruszki. Latem sieję sobie  na balkonie, poza sezonem poluję na tę doniczkową.
Skoro już mamy kolendrę i limonkę, a w lodówce na pewno znajdziemy trochę marchewek, po zimnej przystawce proponuję miseczkę ciepłej zupy marchewkowej.


Równie prosta, równie szybka w przygotowaniu jak guacamole.
Kilka marchewek, kawałek selera, albo pietruszkę kroimy na kawałki i dusimy z łyżką masła i odrobiną wody. Podduszone zalewamy bulionem warzywnym i gotujemy do miękkości. Miksujemy i doprawiamy sekretną mieszanką: zmielonymi w proporcjach 1:1 kminkiem i nasionkami kolendry. Dodajemy sporo, dwie pełne łyżeczki. Doprawiamy solą, pieprzem, sokiem z limonki. Podajemy z groszkiem ptysiowym i posiekaną zieloną kolendrą.

Na drugie były placki ziemniaczane, ale tego już nie trzeba objaśniać:) Chociaż po obejrzeniu kolejnych "Kuchennych rewolucji" mam wątpliwości. Okazuje się, że i placki ziemniaczane można spaprać.... No ale o plackach to może jednak innym razem. Brak materiału foto:)

niedziela, 30 stycznia 2011

na słodko i na słono


apdejt:
jest potrzeba w społeczeństwie, więc uzupełniam o przepisy:
na słono: przepis na krakersy znalazłam TU. Odrobinkę zmieniłam, dodałam tylko połowę sera, za to sypnęłam obficie makiem. Są pyszne i rzeczywiście im cieńsze tym lepsze.

na słodko:  przepis własny, a właściwie rodzinny:) 500 g pszennej mąki, 6 żółtek, opakowanie drożdży instant, szklanka ciepłego mleka, 100 g roztopionego masła, 120 g cukru, skórka otarta z 2 pomarańczy i 1 cytryny. 
jeśli używamy świeżych drożdży należy je rozpuścić w ciepłym mleku z łyżeczką cukru, poczekać chwilę aż drożdże zaczną pracować i powoli dodawać kolejne składniki wyrabiając ciasto.
osobiście z lubością stosuję wersję leniwą, wrzucam wszystko do dzieży i pozostawiam na 10 minut sam na sam z Artisanem:)
wyrobione ciasto pozostawić w misce, przykryć folią spożywczą i pozostawić na 1,5 godziny w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.
gdy ciasto podwoi swoją objętość uderzyć i delikatnie wyjąć. To jest przepis typu BASIC, dalej można zrobić z tego co się chce. 
ja wyjęłam na opruszoną mąką stolnicę, delikatnie rozciągnęłam (nie lubię stosować wałka do drożdżowego ciasta) i nożem kroiłam na kawałki, z których formowałam placuszki. Każdy posmarowałam serową masą zrobioną z twarożku sernikowego, cynamonu, cukru, wanilii i rodzynek.
Uformowane placuszki trzeba jeszcze posmarować roztrzepanym białkiem (mamy tego aż nadto, bo do ciasta używamy tylko żółtek) i odstawić na 20 minut do wyrośnięcia.
Pieczemy ok. 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.

smacznego!

niedziela, 19 grudnia 2010

smaki proste

dziś zamiast dziergania i gadania będą smaki proste. poprawiacze humoru i nastroju. na temat, bo przecież ODRĘCZNE!




i to właściwie tyle. wracam do prasowania, przy którym mnie pewnie świt zastanie, a świtem tym popędzę bez entuzjazmu na "arcyważne spotkanie pracowe", co ma potrwać cały dzień. mam swoje zdanie na temat tych, co organizują takie arcyważne na cztery dni przed świętami...no ale co ja biedny żuczek mogę....