Babie lato, piąta pora roku. Lubię to światło, ciepłe, z filtrem mgiełki, fotogeniczne. Lubię zapach rdzewiejących liści, złoto i fiolety. Wrzos w wazonie, iść z dzieciakami po kasztany, rozjesiennić się, rozmarzyć. Tymczasem od poniedziałku do piątku jestem tak zajęta, że nie zauważam nawet czy jest ciepło czy zimno, czy pada czy świeci słońce. Nawał zajęć w pracy, tłok, korki, beton miasta, szkoła, dom, wieczny niedoczas.
A podobno to ostatnie takie ciepłe dni. Podobno od jutra jesień ma być depresyjna.
Sobotę na szczęście udało nam się wykorzystać. Właściwie. O tak:
****
Dzianinowo wreszcie udało mi się skończyć piórkowy,

na ravelry w moim profilu widniejący jako Blue Valentine. Zajął mi miesiąc, to tylko świadczy o braku czasu, bo nie jest to projekt ani skomplikowany, ani czasochłonny być też nie powinien. Jest fajny, bardzo fajny. Ale mam kilka spostrzeżeń. Po pierwsze będzie następny. Obszerniejszy, dłuższy. Z rękawami pełnej długości, może nawet za długimi. Wszystko w kolorze buscando azul. I na grubszych drutach. Tak 4,5 powiedzmy.
Wersja No 1 wygląda tak. Aha, zdjęcia popełnił Francesco, matka tylko trochę podrasowała:)
W produkcji wciąż jest jeszcze szalomek dla Zosi. Zostały rękawki i kieszonki. Czekam na brakujący motek. No i guziki. Koniecznie błyszczące! Na życzenie "zleceniodawczyni" :)