Między pisankami, sernikiem a spacerami z dzieciarnią (cudowna pogoda dziś w Warszawie!!!) wrzuciłam na drutki nespelem. Szalenie mi się podoba ten sweterek przez ciekawą konstrukcję plisy dekoltu. Prosto, a z pazurem, czyli jak lubię. Mam oryginalny opis, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła czegoś po swojemu.
Po pierwsze zrezygnowałam ze ściągaczowego "rusztowania" na plecach, w żadnej realizacji nie przekonuje mnie kompletnie. Więc nie będzie. Nie będzie też prawdopodobnie (z tego samego powodu) ściągaczy na rękawach. Ale co najważniejsze, postanowiłam wydziergać drania w jednym kawałku. Nie wiem, może będzie to wykonanie pionierskie, a może saperskie, jak się nadzieję na jakąś minę...
No właśnie, jak skończę. Ja nie wiem co mi na mózg padło, że zabrałam się za dłubanie włóczkożernego sweterka mając ledwie 5 moteczków. Mała jestem, to fakt, no ale nie aż tak, by zamiast 9-10 motków opędzić się pięcioma. Porażka.
Jestem w połowie 4 motka i zbliżam się do pach. Będą za jakieś 3 cm. No zobaczymy na ile starczy. Najwyżej odłożę plecki i skupię się na przodach z plisą.
A reszta poczeka na uzupełnienie Muskata w kolorze niebiesko - fioletowym...




