środa, 6 października 2010

edukacja wczesnoszkolna

syn ma problemy ze szkołą, albo raczej ja mam problemy w szkole, albo problem ze szkołą, albo szkoła ma problem ze mną, albo z moim synem, albo sama już nie wiem. przygnębiona jestem.
odkąd zaczęliśmy (w marcu) "przygodę" z oświatą trafiają nam się wyłącznie porażki. śmieszne to i straszne, bo pewnie całe rzesze rodziców zapisują dziecko do szkoły rejonowej i jest ok. u nas do ok daleko:( ja chciałam, my chcieliśmy lepiej. zainwestować, zadbać o rozwój synka, dać mu więcej skoro jest wybór. zaczęliśmy od szkół społecznych. STO. wybraliśmy 2 sensownie położone i z ciekawą ofertą. w obu porażka. ilość chętnych wielokrotnie przewyższała ilość miejsc, rekrutacja jak assessement center albo konkurs piękności, to znaczy konkurs na portfele rodziców, chyba. nasze widać nie były dość ładne, choć jakoś dalibyśmy radę, przeliczyłam to skrupulatnie. no ale skoro z 80 chłopców przyjęto 3....
złożyliśmy więc podanie w szkole rejonowej, bo  już połowa kwietnia, późno się zrobiło, a tu nas na pewno przyjmą i  blisko, i oferta (w teorii) nie odbiega od oferty szkoły płatnej, i klasa integracyjna. i..... zonk! kolejna porażka, bo dziecko nie nadaje się do klasy integracyjnej. zawyrokowała szanowna komisja kwalifikacyjna. bo nie dość spokojne. no fakt. nie jest. temperamentne jest bardzo bardzo. ale jakoś mi i szanownej komisji rozjechały się wizje klasy integracyjnej. moje argumenty na tak dla szkoły są argumentami na nie. cóż. trafiliśmy do ogólnej. tyle, że do ogólnej trafiły też wszystkie inne dzieci "nie nadające się". efekt przewidywalny. choć nie dla szkoły:( 21 chłopców, 5 dziewczynek, bardzo trudny zestaw trudnych dzieci, ze specyficznej dzielnicy, z którymi nauczycielka nie do końca sobie radzi. właściwie klasa też powinna mieć status integracyjnej, bo kilkoro dzieci ma różne deficyty, ale już się nie da, bo za późno bo kasa, bo cośtam. lampka mi się zapaliła po raz kolejny, ale poczekajmy, zaufajmy, dajmy sobie czas. F do szkoły przygotowany był dobrze, szedł z entuzjazmem.... i szybko zaczął ją odreagowywać. bardzo. zaczął reagować w domu jak dwulatek na każde NIE, na każde niepowodzenie. wrzask, bunt i histeria. tłumaczyłam go. nową sytuacją, dużą zmianą, etc. Choć nigdy nie przypuszczałam, że moje ruchliwe, żywe, śmiałe dziecko, może mieć problemy adaptacyjne. do niedawna byłam przekonana, że dotyczyć to może tylko nieśmiałej Z. do zeszłego tygodnia. gdy F wybuchł w szkole. tak, że biegłam, żeby się spotkać z pedagogiem, nauczycielką, paniami ze świetlicy. tak, klasa jest trudna, bardzo trudna, F nie radzi sobie z emocjami, nie podporządkowuje się zasadom.... sytuacja się powtarza. no nie jest w porządku, gdy dziecko bez powodu zaczyna bić się po głowie, krzyczeć, że trzeba go ukarać, że ucieknie, zabije się. to jest straszne!!! mnie matkę to przeraziło! rozmawiam z pedagogiem, a może zmienić klasę, bo wie pani, to nie jest dobra klasa dla dzieciaka? pani porozmawia z dyrekcją. dyrekcja uchwytna w poniedziałek. zrywam się z pracy, stoję pół godziny jak dureń w sekretariacie. dyrekcja wie po co przychodzę, wie wszystko o F (wywiad w przedszkolu) wie nawet, że mam pedagogiczne wykształcenie. i tyle empatii. tyle otwartości na problemy ucznia. dalej jest ściana, od której się odbijam. klasy nie można zmienić. nie i już. bez odwołana. a na tę klasę pomysłu długofalowego brak. są/będą tylko jakieś doraźne łatania dziur. mnie prowizorka nie interesuje. ja mam zestresowanego ludzika, któremu muszę pomóc! nie jestem nadopiekuńczą mamą - kwoczką, wręcz przeciwnie, ale w tym przypadku wiem, że MUSZĘ coś zrobić. umawiamy się więc w innej szkole. wszak minął dopiero miesiąc, może jest szansa na przeniesienie? tym bardziej, że w tej szkole są koledzy z przedszkola. pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. zostaliśmy też my rodzice wysłuchani z uwagą i jak się zdawało ze zrozumieniem. ale nie. zdecydowanie nie. nie chcę ryzykować. jesooooo! czy ja chcę za dużo? trędowata jakaś jestem? ja albo moje dziecko? jakie to ryzyko przyjąć do szkoły jednego drobnego blondynka, który tam gdzie trafił nie odnalazł się i w każdym innym miejscu może być tylko lepiej? a może ja mam jakiś błędny obraz szkoły, albo co gorsza błędnie postrzegam własne dziecko?

stres mnie zżera. myślę co dalej.

17 komentarzy:

Laura pisze...

Effcia...weź dzieciaka zabierz z obecnej szkoły,póki czas. Z tego co zrozumiałam (napisałaś mocno chaotycznie) w tej drugiej szkole mogą Go przyjąć ,tak? Ja bym się nie zastanawiała. Teraz. Kiedyś,już na samym początku popełniłam błąd i dziś mam efekty. Przenieś Małego.
Trzymaj się :)

magii66 pisze...

Nie odpuszczaj, szukaj dalej!

edi-bk pisze...

Effcia, nie poddawaj się i szukaj dalej. Ten pierwszy rok jest najważniejszy bo rzutuje na podejście dziecka do szkoły. Mój Kuba też był taki jak Twój Franio ale miała szczęście trafić na cudowną nauczycielkę i jest dobrze. W końcu to Ty najlepiej wiesz jakie jest Twoje dziecko ( notabene cytat wychowawczyni Kuby). Trzymam kciuki.

egunia pisze...

Effciu,
nie wiem skąd mit, że klasy integracyjne są jakieś lepsze. Nauczyciel wspomagający jest tylko dla uczniów z orzeczeniem z poradni, a mała liczba uczniów w klasie jest spowodowana tym, że te z orzeczeniami mają wielkie (wiem coś o tym) problemy. Jeśli po miesiącu szkoła twierdzi, że klasa jest trudna(!)w przypadku kl. pierwszej szk. podst., to znaczy, że nauczyciele są do kitu - etykietują dzieci, zamiast szukać rozwiązań. Od dzisiaj pracują w tej dzielnicy?!
Gdybyś bardzo chciała dziecko przenieść do innej szkoły - przede wszystkim nie rozmawiaj z dyrektorką szkoły do której chcesz dziecko przenieść tylko pisz podanie (z uzasadnieniem) W przypadku odmowy masz prawo odwołać się do organu prowadzącego (urzędu miasta lub gminy) i do kuratorium. Odmowa ustna nie ma mocy wiążącej. Czasem zdesperowani rodzice posuwają się nawet do tego, że przemeldowują dziecko (np. do babci, cioci) - bo szkoła w tym rejonie jest lepsza... Dziecko z rejonu muszą przyjąć.
Z synkiem to chyba powinnaś pójść do psychologa (byle nie szkolnego) - nadmierne te reakcje jak na problemy adaptacyjne. Pozdrawiam

makneta pisze...

Zadziwiające jest to co piszesz. Egunia już wszystko napisała co robic w takiej sytuacji. Życzę powodzenia, by udało się znaleźc odpowiednią szkołę dla twojego dziecka.

oslun pisze...

Effciu, nie poddawaj się! Mój syn zmieniał dwukrotnie podstawówkę, a nie było problemów tylko przez 1.5 roku. Walcz o dziecko. Trzymam kciuki za powodzenie. Ewa

Rene pisze...

Effciu - Twój Synek jest najważniejszy.
Każde dziecko jest inne i wymaga indywidualnego podejścia, a na to nie ma czasu ani pieniędzy. Mimo to są nauczyciele, którym się chce i potrafią z dziećmi pracować:)
Szukaj innej szkoły! Na pewno jest miejsce, gdzie Twoj Synek się odnajdzie!

agata pisze...

matko, ilu belfrów w tym gronie...
Teoretycznie okres adaptacyjny u pierwszaków liczą do ok. 6 tygodni. Ale klasa "trudna" nagle "łatwą" się nie stanie.
Myślę, ze jeśli jest możliwość przeniesienia, to warto skorzystać.
Trzymaj się!

anust pisze...

Wszystko juz zostało napisane, przenosic za wszelka cenę, żeby dziecku krzywdy nie zrobili sadzę jako matka pierwszoklasisty i nauczyciel. Czytam i nie moge uwierzyć co sie dzieje w tym kraju. trzymam kciuki za Frania i za ciebie, W takiej sytuacji wszystkie chwyty dozwolone...powodzenia

Ula pisze...

Witaj Effciu, miałam dokładnie te same rozterki, bałam się zmiany szkoły bo koledzy.., bo blisko itp. Ale to naprawdę pomogło, przeniosłam dziecko do szkoły w zupełnie innej miejscowości, dojeżdza autobusem i jest szczęśliwy.Pozdrawiam serdecznie.Milentuna.

Ewa pisze...

Effciu - my też przenieśliśmy naszego syna po pierwszym miesiącu w pierwszej klasie pomimo, że psycholog nas do tego nie zachęcała. Ale jak się trafi na beton - innego wyjścia nie ma. Nigdy nie żałowaliśmy naszej decyzji. Trzymam mocno kciuki! Pozdrawiam, Ewa

SMOLA pisze...

Proszę bezzwłocznie postarać się o skierowanie do Poradni Psychologicznej, jeżeli syn w poczuciu zagrożenia stosuje autoagresje i reaguje nadmiernie agresywnie wobec rówieśników to może być niedojrzałość szkolna albo inne z tego co Pani opisuje autystyczne historie. Na PROŚBĘ RODZICA SZKOŁA MA OBOWIĄZEK WYSTAWIĆ SKIEROWANIE.
Trudna klasa może być przyczyną problemów Pani syna a być może okaże się że zmiana klasy czy szkoły nie będzie rozwiązaniem bo dziecko woła o pomoc. Jeszcze na koniec każde zachowanie prowadzące do samouszkodzenia powinno w rodzicach zapalić czerwoną lampkę. Nic Pani nie straci przebadają syna
i jeżeli mam nadzieję nic mu nie jest a klasa ma destrukcyjny wpływ wtedy z taką diagnozą bez problemu przeniesie go Pani do innej szkoły, warto też uderzyć do Naczelnika Wydziału Oświaty. Trzymam kciuki przerobiłam to samo jednak okazało się że to mój syn ma problemy ale dzięki temu zabrałam go z lichwy i teraz chodzi do klasy integracyjnej w małe szkółce a mnie przestały włosy wypadać ze zmartwienia.

Zulka pisze...

Nie poddawaj się! Wiem, że Ci się uda :)

asiawat pisze...

Przeczytałam Twój wpis jak zwykle i najbardziej zwróciłam uwagę na bicie się po głowie.Zdecydowanie to autoagresja.Z całego serca życzę ,żeby po zmianie szkoły to minęło.Być może tak reaguje na szkołę? Ale jeśli sytuacja się powtórzy to czym prędzej do psychologa.Żebyście tylko trafili do dobrego i z dobrym doświadczeniem.Mieliśmy podobny problem.Dlatego należy szybko reagować.Jeśli chcesz mogę Ci więcej o tym napisać,ale prywatnie

artesanka pisze...

Trzymaj się i nie poddawaj.
Ja to przerabiałam 2 razy - za pierwszym nie przywiązałam dostatecznej wagi i odpracowanie trwało naprawdę długo.
Za 3 lata kolejny start do szkoły przede mną i wcale na niego nie czekam niecierpliwie.
...pozdrawiam serdecznie...

effcia pisze...

dziękuję wam za dobre słowo, rady i wsparcie. nie sądziłam, że szkoła syna będzie dla mnie aż takim stresem od samego początku, no ale cóż, muszę się z tym zmierzyć.
w każdym razie działamy!

beti pisze...

Effciu trzymam kciuki za roztropne decyzje :) Mój syn chodzi do najlepszej podstawówki w Kielcach (akurat mamy szczęście mieszkać w jej rejonie), tak przynajmniej twierdzi dyrektor na podstawie zdawalności testów, itp., wiele rodziców posyła do tej szkoły dzieci, zdarza się też, że rodzice wolą posyłać dzieci do szkoły katolickiej. Ja wiem , że Kielce to nie W-wa, ale być może to jest tez jakieś wyjście. Swoją drogą Twoje opowieści o naborze do szkół w W-wie powaliły mnie na kolana ...