piątek, 27 sierpnia 2010

kto zabrał lato?

Strasznie melancholijny dzień, mgliście, szaro, deszczowo....ktoś wyłączył słońce i zabrał lato:( nie lubię:(
i stres pomieszany z melancholią przeżywam. Za parę dni szczęście moje siedmioletnie idzie do szkoły, pełna jestem niepokoju o to jak będzie. Bo nie do końca jest to wymarzona szkoła, ba, zupełnie nie jest to TA szkoła, którą wymarzyłam sobie dla mojego pisklaka. Taka tam zwykła. Rejonowa.
Kupiliśmy wczoraj podręczniki, wielki pakiet kolorowych książeczek z naklejkami. A gdzie Ala ma Asa? W księgarni na wystawie był Elementarz Falskiego, chyba sobie kupię z sentymentu....
Pamiętacie swój pierwszy dzień w szkole? Taki pierwszy najpierwszy 1 września? Ja pamiętam. Pamiętam, że byłam z mamą, że mama miała na sobie sukienkę, którą bardzo lubiłam, granatową w wielkie czerwone kwiaty, mała Ewusia miała z tego samego materiału spódniczkę. Ale tego pierwszego września strasznie mi przeszkadzały te kwiaty, bo przecież miała być gładka granatowa. Chociaż nie, mi marzyła się plisowana. Pamiętam tłum dzieci i przejętych rodziców na sali gimnastycznej, gdy ustawialiśmy się w parach, gdy dzielili nas na klasy.....IB, rok szkolny 1979/1980
Nie mam zdjęć z tego dnia. Mam takie... Nienawidziłam tego fartuszka (szczególnie tych kropek na kołnierzyku, które mama mozolnie haftowała) i szarego papieru, w który miałam oprawione wszystkie książki i zeszyty, jak zresztą wszyscy w klasie...

8 komentarzy:

kai pisze...

O, też pamiętam najpierwszy pierwszy września... To było wielkie wydarzenie :) Strasznie mnie drażniło, że wszystkie dziewczynki mają białe rajstopki - uraz pozostał mi do niedawna, (a ostatnio jakoś tak szukam specjalnie tych białych :) Unifikacja przeszkadzała mi bardzo, chociaż nie mieliśmy fartuszków, ale ciekawa byłam, co będzie dalej i było całkiem fajnie :)
A Elementarz Falskiego mama kupiła mi - też z sentymentu - kiedy byłam w przedszkolu i to był mój ulubiony podręcznik...
Powodzenia! Ewentualnie, szkołę zawsze można zmienić.

Brahdelt pisze...

Ja chodziłam do 1F, tyle było dzieci na moim osiedlu i nawet była jeszcze 1 G!... A fartuszek miałam inny, na ramiączkach, z plisowanym epoletem przy tych ramiączkach, z kieszonką, ale krótko go nosiłam. Szary papier też pamiętam. *^v^*

Zulka pisze...

Ja też pamiętam mój pierwszy dzień w szkole. Pamiętam, że posadzono mnie na jedny (sic!) krzesełku z inną dziewczynką, bo w ostatnim momencie zmieniłam klasę. A miejsca zbrakło, bo było dużo dzieci. Brahdelt, fartuszka, który Ty miałaś, ja pożądałam przez cały czas, kiedy w takim umundurowaniu trzeba było chodzić do szkoły. Szarego papieru nie pomnę, ale wiem, że miałam zeszyty w takich szaro-burych jakby kartonowych okładkach i trzeba było długo stać w kolejce do papierniczego, żeby skompletować wyprawkę. Ech, to było tak dawno temu, aż mi się łza w oku zakręciła... :/

agata pisze...

1 września rozpoczęcie było na boisku, "otwieraliśmy" nowo wybudowaną szkołę; ale 2 września był okropny - najlepsza psiapsiółka się pochorowała a ja ryczałam strasznie, bo nie chciałam zostać sama, bez mamy, ze stadem obcych dzieciaków w tym ogromnym labiryncie!!!
Moja Emilcia też zaczyna. Cieszy się; o nią się nie martwię, poradzi sobie, ale czy ja dam radę???

effcia pisze...

agato, właśnie o to chodzi! dzieciaki dadzą radę, ale jak my to zniesiemy?!

effcia pisze...

Brahdelt,taki fartuszek, jak twój był obiektem marzeń i westchnień. Jedna dziewczynka w szkole taki miała. niestety cała Ib wyglądała tak jaka ja :( granatowe (100% poliester) fatruchy, naszyta biedronka i kołnierzyk w kropki, bleeeee.....

magii66 pisze...

Swój pierwszy dzień w szkole pamiętam, chociaż było to dawno, dawno temu.Pamiętam , że każdy pierwszak dostał bukiecik kwiatów na powitanie od swojej bratniej duszy-ucznia VIII klasy. Przez cały rok ta bratnia dusza opiekowała się mną...
Widzisz, teraz pomyślałam, że może warto wrócić do takiego zwyczaju:)

tkaitka pisze...

Zapraszam do zabawy blogowej u mnie.Pozdrawiam.